Umiejętności językowe a rynek pracy

W czasach, gdy wszyscy na okrągło trąbią o kryzysie, recesji i spowolnieniu gospodarczym, a ludzie chwytają się wszelkich sposobów, by nie zostać na bezrobociu, a jeśli już to jak najkrócej, zwyciężają jednostki wybitne, ponieważ ich umiejętności są pożądane przez biznes. Biznes, jaki by nie był, marzy o dwóch rzeczach. Utrzymaniu na rodzimym rynku dominującej pozycji i ekspansji za granicą. W spełnieniu tego drugiego marzenia pomagają pracownicy-poligloci. Co prawda żaden pracodawca nie odrzuca z góry kandydata, który zna „tylko” angielski, ale im więcej opanowanych języków, tym mocniejsza pozycja w negocjacjach. Choć bywają wypadki, że nieznajomość konkretnego języka powoduje brak dobrych ofert. Na przykład przedsiębiorcy z przygranicznych landów niemieckich poszukują pracowników w Polsce, ponieważ Polacy mogą być równie dobrze wykształceni jak Niemcy, ale mają niższe oczekiwania płacowe. Z tego powodu regionalne portale internetowe na Pomorzu Zachodnim i w innych rejonach blisko granicy dosłownie pękają w szwach od ofert pracy skierowanych do naszych rodaków. Jednak do podjęcia pracy w Niemczech niezbędna jest znajomość języka niemieckiego. Wszystkie oferty zawierają ten właśnie warunek. Nie wspomina się przy tym o obowiązku władania innym językiem. Czyli można znać perfekcyjnie angielski, nawet mieć ładny akcent, a być bez szans z powodu nieznajomości niemieckiego. Podobnie bywa z ofertami wysyłanymi z Danii, Norwegii czy Szwecji. Szanse będą mieć tylko ci, którzy znają język pracodawcy.